W Polsce duże zmiany w podejściu do rodzącej i porodu zapoczątkował prof. Włodzimierz Fijałkowski już w latach 60-70-tych. Ten znany ginekolog położnik zajmował się przede wszystkim rozwijaniem i wdrażaniem programu naturalnego planowania rodziny, promocją porodu naturalnego oraz biologicznymi, psychologicznymi i pedagogicznymi aspektami rozwoju dziecka w okresie prenatalnym. Był też twórcą pierwszych szkół rodzenia.

Drugą osobą budzącą świadomość w środowisku medycznym była położna Irena Chołuj – autorka książki „Urodzić razem i naturalnie”. Przedstawiała ona wartość porodu naturalnego w szczególności takiego, który może przebiegać w domu kobiety rodzącej. W swojej pracy i książce zwraca uwagę na warunki konieczne do takiego porodu i pokazuje niezwykłą wartość pracy położnej i jej wiary w naturalną siłę, mądrość, miłość i moc rodzącej kobiety. Ta aktywna jeszcze „Matka wszystkich położnych” niedawno obchodziła 50-lecie swojej pracy.
To są ważne nazwiska osób chcących zmienić świadomość dotyczącą porodu w środowisku lekarskim i społecznym i faktycznie dokonujących rewolucji w podejściu do kobiety, dziecka i procesu narodzin w Polsce już w skostniałych latach 70.
O globalnych zmianach na przestrzeni lat, w tematyce porodu, dokładnie piszę w swojej książce pt. „Tajemnica narodzin. Poród lotosowy”. Będąc mamą trójki dzieci (23-letniej córki i dwóch synów 14-letniego i 6-letniego), bazując na własnym doświadczeniu,  sama tę zmianę w świadomości lekarzy i społeczeństwa odczułam rodząc dzieci prawie co dekadę.

W 1995 r., po akcji Fundacji Rodzić po ludzku, otworzyła się w Polsce możliwość porodów rodzinnych. Panowie zostali wpuszczeni na porodówki.

Dzięki temu ja zyskałam możliwość rodzenia z mężem, z czego bardzo się cieszę, bo poród był bardzo trudny, długi i bolesny, dlatego pomoc bliskiej mi osoby była bezcenna. Oprócz tej możliwości i sali do porodu rodzinnego moja świadomość swojego ciała, procesów w nim zachodzących, zaufanie do siebie i dziecka była znikoma. Oddałam się zupełnie i całkowicie zawiesiłam na zewnętrznym autorytecie aparatur i personelu medycznego. Oczywiście kompletnie odcinając się od mojego wewnętrznego prowadzenia i pierwotnych zapisów natury. Byłam przerażona. Dlatego poród trwał tak długo i był tak bolesny. Wtedy jeszcze nie zaproponowano mi cesarki ani znieczulenia, mimo że rodziłam ponad dwie doby. I super, bo dałam radę urodzić sama i siłami natury. Po 9 latach rodząc kolejne dziecko i nie do końca mając przepracowaną traumę pierwszego porodu, po 6 h, prawie przed finiszem, zaproponowano mi znieczulenie i ewentualnie cesarkę, bez szczególnych wskazań do niej, zupełnie niepotrzebnie. Ale czasy się zmieniły i procedury szpitalne też. Na szczęście również i syn przyszedł na świat siłami natury.
Był to 2005 rok i w mojej świadomości nadal nie istniał poród domowy, bo każda moja znajoma, siostra, przyjaciółka rodziła w szpitalu. Dlatego szpital, mimo że zupełnie ze mną niekompatybilny jawił się niestety jako oaza bezpieczeństwa.
Pomiędzy dziećmi zaczęłam się mocno rozwijać i poszerzać swoją wiedzę o sobie i świecie.
Kiedy okazało się, że jestem z trzecim dzieckiem w ciąży było już dla mnie oczywiste, że tym razem chcę urodzić w domu i lotosowo. I tak też się stało. I to był PRAWDZIWY poród z cudowną położną. Taka inicjacja własnej kobiecości, zetknięcie się z wewnętrzną mocą, piękne połączenie z naturą.

Wtedy, te 6 lat temu, jeszcze spotykałam się z dużym zdziwieniem, że rodzę w domu. O lotosowym porodzie nie wspomnę. Teraz natomiast już nikt aż tak bardzo się nie dziwi, a o lotosach mówi się coraz częściej.

Porody lotosowe w Polsce odbywają się od 13 lat, na świecie od lat 70. (tak że nie jest to pomysł z wczoraj jakiejś szalonej matki ;)). Oczywiście głównie w domu.
Do tej pory szpitale były hermetycznie zamknięte na taką formę narodzin. Na szczęście od dwóch lat zauważam dużą zmianę. W ostatnim roku odbyły się 4 porody lotosowe w szpitalu. Jest to duży przełom. Pamiętajmy, że prawo nie zakazuje takiego porodu. Mam nadzieję, że to, co zostało zapoczątkowane,  pięknie się rozwinie.

Doświadczając tak różnych porodów, poznając wyjątkowość trzeciego, domowego i lotosowego, poczułam, że powinnam napisać o tym książkę, jak również stworzyć moduł warsztatowy z tego tematu, żeby propagować tę formę przyjścia dziecka na świat. Oprócz uświadamiania wagi i wartości takiego porodu moim marzeniem i celem było też, żeby kobiety po prostu miały wybór. Aby chcąc urodzić swoje dziecko lotosowo nie były wyśmiewane, straszone śmiercią malucha, czy żeby nie zarzucano im braku odpowiedzialności.

poród lotosowy natura Festiwal Wibracje

Poród lotosowy jest najbardziej delikatną formą narodzin.

Jest to poród, w którym nie odcina się dziecku pępowiny, zostaje ono razem z łożyskiem – tak jak było w brzuchu mamy. Skoro powracamy do natury, można się zastanowić, że skoro nie odpada nam pępowina z łożyskiem od razu po porodzie to może jeszcze przez jakiś czas jest ono nam z jakiś powodów potrzebne. Zostawiając ten pakiet w całości dajemy czas na dostosowanie się do nowych warunków. I każde dziecko robi to w swoim indywidualnym tempie. Jednym zajmuje to trzy doby, innym 10 dni.

Opieka nad łożyskiem jest banalnie prosta. Dokładnie opisuję ją w swojej książce.
Dziecko połączone z placentą można też wykąpać, ale po co? Maź płodowa jest najlepszym, naturalnym balsamem bogatym we wszystko to, co dla nas najlepsze, więc warto poczekać aż się wchłonie. Poród w wodzie nie pozbywa dziecka tej ochrony, bo jak sama nazwa wskazuje – jest to maź. Nie zmyje się po kilku chwilach spędzonych przez dziecko w wodzie. Z łożyska do dziecka przez sznur pępowinowy płyną z krwią komórki macierzyste i inne ważne substancje, które przygotowała dla nas matka natura. Ten cudowny koktajl dostajemy po to, aby nasz układ immunologiczny dobrze i sprawnie działał. I każdy z nas potrzebuje więcej lub mniej tej naturalnej szczepionki. Dlatego sami, mając tę szansę, decydujemy jak długo ten transfer ma się odbywać. Poza tym noworodek, oddychając jeszcze przez natlenioną krew pępowinową, nie musi od razu oddychać płucami, tak jak dzieje się to po raptownym odcięciu. Nie musi on natychmiast łapczywie wciągać powietrza i uruchamiać płuc. Ten moment podobno jest dla dziecka bardzo bolesny. Jest już wiele badań, relacji dorosłych osób, które poddały się hipnozie, że podczas tego doświadczenia czuły silny ból. Po co więc zapisywać negatywne, traumatyczne emocje w dziecku na samym początku, skoro można ofiarować mu delikatne pełne szacunku powolne przejście. Swoim rytmem zaczyna jeść, wypróżniać się, a co za tym idzie – w swoim tempie włączają się i uaktywniają wewnętrzne narządy. Dziecko miękko ląduje. Koduje mu się poczucie bezpieczeństwa.

Z psychologicznego poziomu dziecko samo podejmuje decyzję o odłączeniu się od łożyska, więc zapisuje mu się, że to ono tu decyduje. Rodzi się świadoma, wolna jednostka, a nie kolejny biorobot do maszyny systemu. W takim porodzie szanowane jest prawo wolnej woli. Dzieci te są bardzo połączone ze swoim wewnętrznym autorytetem i niemanipulowalne.
Te jednostki nie muszą poszukiwać siebie przez część swojego życia. Dowiadywać się kim są i po co tu przyszły, jakie mają mocne strony, czy jaki jest cel ich duszy. One wiedzą to już na samym początku.

Na pewno dla nas, rodziców, są wyzwaniem, bo my, którym łożysko zabrano i wychowywani byliśmy na poddanych systemom, nie mamy wzorców JAK wychować takiego WOLNEGO człowieka na WOLNEGO człowieka 🙂
Słuchając intuicji i serca i podążając bardziej za dzieckiem, krok po kroku, uczymy się siebie i o sobie nawzajem.
Natomiast z perspektywy duchowej, podczas tego procesu odpępniania, zamyka się aura, schodzi świadomość, dokonuje się pełne wcielenie.
Więcej, bardziej szczegółowych, informacji na ten temat, jak i o różnicach pomiędzy dziećmi urodzonymi tradycyjnie a dziećmi lotosowymi można przeczytać w mojej książce.

Myślę, że są to tak ważne kwestie zdrowotne, fizyczne, psychologiczne i duchowe, że warto się nad nimi zastanowić i wziąć pod uwagę planując powiększenie rodziny.

Każdej kobiecie polecam z serca dogłębne zapoznanie się z tematem przez książki, wywiady, czy warsztaty, aby mogła podjąć świadomą decyzję. Ja, gdybym cofnęła czas, wszystkie moje dzieci rodziłabym w domu i lotosowo.
Mówiąc i pisząc o porodzie lotosowym chciałam pokazać jego wielopoziomową wartość i to jak pięknym doświadczeniem mogą być narodziny, kiedy pozwolimy sobie zaufać, nauczymy się czytać swoje ciało, pozbędziemy się lęków.
Jak inną kobietą po takim niezwykłym procesie się staniemy.

Zapraszamy na wykład na temat porodów naturalnych, podczas Festiwalu Wibracje 18-21 czerwca 2020 r. Sprawdź nasz program.

Autorka:

Eedyta Adamczewska porody naturalne festiwal wibracjedyta Adamczewska  –  prelegentka Festiwalu Wibracje. Mama trójki dzieci, ostatnie urodziła w domu, lotosowo i o tym  doświadczeniu napisała książkę „Tajemnica narodzin. Poród lotosowy”.
Zawodowo prowadzi autorski cykl warsztatów pt.”Harmonia codzienności”, na których uczy metod, które pomagają ludziom rozwiązywać ich problemy, odnaleźć ich własną drogę i sens życia.
Budzi Moc w Kobietach, uświadamia przyszłym rodzicom piękno naturalnego, lotosowego porodu, a singlom umożliwia stworzenie udanego związku.
Pokazuje jak ważna jest świadomość swojego ciała, jak o nie dbać, aby było zdrowe, sprawne i młode.
Jakie naturalne wsparcie w postaci diety, ziół, homeopatii czy odpowiednich medytacji zastosować, żeby uruchomić jego uzdrawiające mechanizmy. Metody, którymi pracuje i które poleca dają możliwość samodzielnej pracy ze sobą i zmiany swojego myślenia. Przeprowadza też osoby dorosłe przez ceremonię ponownych pełnych narodzin, która zmienia im ścieżkę życiową. Maluje dłońmi energetyczno-duchowe obrazy i wykonuje masaż Touch of Soul synchronizujący nas z energiami wszechświata.

Facebook Harmonia Codzienności

edytaadamczewska.pl

YouTube/EdytaAdamczewska

Festiwal wibracje 2020