Zewsząd naciera na nas wesołość, hałaśliwa superowość, z bilbordów kłuje wyszczerzona w uśmiechu biel zębów radosna, bo właściciel uzębienia wziął kredyt i kupił suplement na zaparcie oraz bezsenność w jednym. Kolega ze szczytu góry śmieje się radosną twarzą ze swojego profilu na fejsbuniu. Znalazł sobie dziewczynę góralkę i udaje alpinistę.

Zewsząd otacza nas wzorzec permanentnie radosnego życia.

Mamy być ciągle na fali, How are you? Fine man, super.. Presja ciągłego zachwytu i zachowania jakbyśmy właśnie wygrali w lotka.

Tymczasem twarde dane statystyczne wskazują, że rzeczywistość jest diametralnie inna. Otóż obecnie co 40 sekund ktoś na świecie pozbawia się życia – alarmuje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Rocznie to średnio 800 tys. osób. Dla porównania ok. 500 tys. osób ginie w wyniku zabójstw, a blisko 200 tys. w wyniku konfliktów zbrojnych i klęsk żywiołowych. Festiwal wibracje smutek

W Szwajcarii rozwija się cała branża organizacji, które wyspecjalizowały się w sprzedaży narzędzie i wsparciu organizacyjnym osobom chcącym się zabić.

Instytucje takie jak Exit, czy Dignitas za kwoty rzędu 10 tyś Euro przygotowują procedury i narzędzia dla przyszłych samobójców, a następnie po udanym zabiegu zajmują się pogrzebem.
Na świecie obecnie zdiagnozowanych jest 350 mln osób cierpiących na depresję, w Polsce liczba ta wynosi 1,5 mln, czyli co 16 osoba w wieku produkcyjnym cierpi na to schorzenie. W USA liczba zdiagnozowanych chorych na depresję rośnie co roku o 20 proc. W Polsce za okres 1997 – 2006 wskazano wzrost o 41% przyjęć do szpitali psychiatrycznych, zaś do poradni specjalistycznych zgłosiło się ponad 70% więcej osób.

Media tradycyjne, społecznościowe czy wszechobecna reklama działają jak psychoaktywna substancja rozpylana w świecie, w którym obudził się bohater lemowskiego Kongresu Futurologicznego.

(Kto nie czytał: Bohater opowiadania budzi się po wielu latach hibernacji, trafiając do świata powszechnej szczęśliwości, w którym wyspecjalizowane środki psychoaktywne są remedium na wszelkie bolączki. Niezależnie w powietrzu rozpylane są substancje, które radykalnie poprawiają postrzeganie całej rzeczywistości. Bohater po zażyciu antidotum z przerażeniem poznaje prawdziwy standard życia).

Razem z rozwojem mass mediów i ujednoliconych wzorców popkultury ludziom sukcesywnie odbiera się zwyczajowe prawo do smutku, czy szerzej tzw. negatywnych uczuć.

Zewsząd pchają się przed nasze zmysły zadowoleni z życia i pełni wigoru zwycięscy wesołkowie, którym wszystko się udaje. Tymczasem prawdziwa rzeczywistość emocjonalna jest przecież zróżnicowana i nie da się cały czas być radosnym, bo taka permanentna radość powszednieje, przestając być ex definitione radością. A na fejsbuczku ludzie nie robią sobie zdjęć po nieprzespanej nocy, bo dziecko płakało z katarem, dopiero jak wyzdrowieje i nowe ciuszki się mu wsadzi to pstryk i na profil. A każdy wie, że dzieci chorują i rodzice zaliczają dziesiątki tudzież setki nieprzespanych nocy.

A czemu to smutek taki zły, niedozwolony i emocjonalna persona non grata?

Przecież to słowa występuje w słowniku, obok innych, jak: złość, niezadowolenie, rozdrażnienie, rozgoryczenie itd.

Uczennica CG Junga, Marie-Louise von Franz w książce pt. „Alchemia”, podejmuje się odszyfrowania i przetłumaczenia na język psychologii pojęć i mitów alchemicznych. Przytacza wielokrotnie znaczenie ołowiu – ciężkiej substancji, która tonie, osadza się na dnie. Jest to związane z psychologiczną definicją smutku. Przykładem jest egipska legenda o Secie, który stworzył ołowianą trumnę. Następnie podczas biesiady podstępnie namówił swego brata, dobrego boga Ozyrysa, aby do niej wszedł. Zapieczętował trumnę kolejną porcją ołowiu i wrzucił do morza, aby utonęła. Ozyrys jednak wydostaje się z trumny. Proces ten tłumaczony jest w postaci śmierci, która jest konieczna, aby odrodzić się, zmartwychwstać w swojej pełniejszej i lepszej formie.

Ołów jest jak smutek, który naturalnie opada na dno, aby po czasie, w wyniku zachodzących procesów stworzyć, zmartwychwstać, unieść się do postaci kamienia filozoficznego i na nowo rozpalić życie w czystej definicji kreatywności.

Takoż i my, szanowna ludzkości, możemy sobie czasami pozwolić na ołowiane opadnięcie na dno w chwilach smutku; bo za oknem ponuro i deszczowo, bo sny w nocy dziwne, a poranna melodia z radia wspomnienia uruchomiła nostalgiczne. I można sobie pod koc wejść, dupą do świata odwrócić, telefon wyłączyć, sobie posmucić się, posiedzieć ze smutkiem, niech ma czas, aby się w nas wytrawić, przemianę przejść, nie poganiać, ze sobą w sobie z tym smutkiem, czy złością posiedzieć, może pół godziny, może dwie.

Potem jak się smutek przesyntezuje, zacznie przeobrażać, pomysły same pojawią się niewymuszone,

nie na zawołanie, same z dna zaczną w górę ciągnąć, gwarantuję. Za oknem zefirek chmury porozgania, słońce wyjdzie, piosenka w radiu weselsza się pojawi. A jak tak naturalnie wytrawiony smutek w radość się zmieni, to będziemy czuć, że tak, jak smutek był nasz, tak teraz wesołość nasza jest, prawdziwa z trzewi pochodząca, a nie w internecie wymuszona. I na świat można wyjść, zakupy zrobić już z naturalnym uśmiechem, bo przemiana naturalnie nastąpiła, a życie falowe jest: czasem dołuje, żeby znowu w górę pójść, sinusoidą, to przecież jest koloryt i różnorodność, koktajl godny prawdziwego homo sapiens.

W wyrazami szacunku,
w niedzielne chmurne popołudnie, lekko rozgoryczony i smutny.

Łukasz Gołoś Festiwal WibracjeŁukasz Gołoś

Organizator Festiwalu Wibracje, z wykształcenia archeolog i dziennikarz, hobbystycznie podróżnik – filmowiec, miłośnik staropolskiej kuchni wegetariańskiej. Kibicuje naukowcom w pracach nad połączeniem modelu standardowego mechaniki kwantowej z teorią względności. Popiera grawitację i zdrowy rozsądek. Brakuje mu czasu na regularne uzupełnianie profilu na fb, preferuje życie w realu.

 

 

Festiwal Wibracje 2020 joga medytacja zdrowie zioła zero waste

Art of Healing targi zdrowia i rozwoju